Nabożność włościanina polskiego

Z drugiej strony, nabożność włościanina polskiego wyraża się przede wszystkim, niejednokrotnie bez reszty, udziałem w kulcie społeczności sąsiedzkiej — lokalnej lub terytorialnej, wioskowej, parafialnej, okolicznej. Organizacja przestrzenna i kalendarzowa kultu stanowi przy tym trzon organizacyjny tejże społeczności, której wyrazom współżycia nadaje ramę, rytm i postać. Mieszkańcy jednej parafii, jednej okolicy, odznaczają się dewocją szczególną do jednego patrona, do jednego, tylko u nich znanego cudownego obrazu. Ci — patron święty lub obraz – czczeni są w ośrodku kultowym okolicy, w kościele miejscowym, ale każda poszczególna wioska związana jest również z nimi: w każdej wznosi się kapliczka przydrożna, tzw. „figura“, mieszcząca posąg patrona lub podobiznę obrazu. W dnie zaś uroczyste schodzą się i zjeżdżają wszyscy na nabożeństwo i odpust i przez udział w procesji oraz w następującej po nabożeństwie zabawie gromadnej – przez obcowanie z sąsiadami obrzędowe i swobodne, odnawiają w sobie poczucie wspólnoty. Miejsca święte są ośrodkami zbiorowego kultu, doprowadzającego do periodycznych zbliżeń i periodycznych zespoleń jednostek składających się na społeczność okoliczną. We wzniesieniu duchowym podczas nabożeństw i procesji, w następnym nieskrępowanym braniu udziału w zabawie, w tańcu, w pijatyce, w wędrówce od kramiku do kramiku – jednostka niejako zatraca samą siebie w zbiorowości. Tym potężniej odczuwa, że jest tylko cząsteczką gromady, im bardziej w czasie zwykłym jest w swojej zagrodzie odosobniona.

Read More

Robotnik jako człowiek walczący

Jest to kultura harmonijna w zakreślonych przez rozwój klasy granicach. Tak harmonijna, że rzec można śmiało, iż od średniowiecza takiej ludzkość nie znała. Ale kultura wieków średnich, oparta na nieorganicznym podziale pracy wytwórczej i funkcji społecznych, zapatrzona była w zaświaty. Związany z organicznie rozczłonkowanym procesem produkcji robotnik przemysłowy nowoczesny czuje się nie samoistnym, w sobie zamkniętym twórcą, lecz współtwórcą, czynnym ogniwem w maszynowo-ludzkim procesie przekształcania materii i społeczności ludzkiej. Jest innym człowiekiem, człowiekiem dążącym, walczącym, twarzą zwróconym ku przyszłości, która nie przedstawia się jako raj odpoczynku, ucieczki od świata, ale jako świat wytężonego, nigdy nie przerywającego się twórczego wysiłku. W dążeniu swym do klasowej zwartości i do wyzwolenia w warunkach kapitalistycznej produkcji, na pierwszy rzut oka najmniej pomyślnych, zaczął on już wytwarzać swoistą kulturę przeciwstawiającą się bezwzględnie kulturze drobnomieszczańskięj i burżuazyjnej, aczkolwiek, rzecz prosta, szeroko zużytkowującą elementy przejęte od jednej i drugiej. Widzieliśmy, że ta kultura jest wszechstronna, że obok filozoficznego i moralnego nie brak jej gospodarczego i artystycznego wyrazu. Tym wszechstronniej i bujniej rozwinie się ona, gdy przestanie ją krępować przemoc klas panujących. O ile świat się nie cofnie w (rozwoju, o ile obecne kryzysowe pod względem gospodarczym, politycznym i socjalnym czasy nie pociągną regresji warunków wytwórczości, kultura ta może stać się kulturą najbliższej przyszłości.

Read More

Przekonanie o powołaniu klasy robotniczej

Nie dajmy się zwieść: Bóg tego „nabożeństwa pracy“ nie jest Bogiem za- ziemskim, poręczającym zbawienie poszczególnemu wiernemu w wyzwolonym od trosk i wysiłku żywocie wiekuistym. Bogiem jest tu sama praca, zbawieniem zaś roztopienie się w masie, zespolenie z twórczością. Bóg Ardelta nie jest inny niż Bóg Grisara. Nazywać to można religijnym pierwiastkiem, jak czyni badacz niemieckiej poezji robotniczej, Falk, ale pod warunkiem rozsze- rżenia znaczenia terminu „religia“. Bóg, świętość – to w poezji robotniczej hipostaza masy[32]. Zapewne, w każdej religii hipostazą zbiorowości i elementów jej składowych są bóstwa. Niemniej w procesie symbolizowania, który obserwujemy w poezji robotniczej, wytworzone przez wyobraźnię artystyczną postacie nie odrywają się od rzeczywistości materialnej, nie poczynają żyć życiem własnym. Są tylko symbolami. Nazywanie tego religią jest, naszym zdaniem, przynajmniej ryzykowne, bo prowadzące do nieporozumb ń.

Read More

Obok sprawiedliwości – braterstwo

Wiemy wszyscy, jak dalece w jego uzewnętrznieniu się jest przeszkodą zróżnicowanie się klasy robotniczej na zaciekle zwalczające się obozy polityczne. Ale w chwilach klęski, nieszczęścia – braterstwo to znajduje swój pełny wyraz, zwłaszcza w szerokich rzeszach niezorganizowanych, nie opanowanych polityczną zaciekłością przywódców. W dzisiejszych strasznych dla robotnika czasach każda nieomal rodzina pracującego jeszcze, choćby trzy dni w tygodniu, robotnika dzieli się ubogą strawą z bezrobotnym sąsiadem. Nie jest to żadna litość, żaden objaw współczucia. Po prostu przychodzi sąsiad i dosypuje się kilka ziemniaków do garnka. Nad sensem moralnym tego postępku nie zastanawia się nikt. Jest on, biorąc rzecz subiektywnie, czymś równie „naturalnym“ jak wymiana powitań przy spotkaniu.

Read More

Kultura robotnicza – kontynuacja

Stwierdźmy przede wszystkim, że solidarność klasowa proletariatu przemysłowego od dawna już przestała być wyłącznie charakteru negatywnego w stosunku zarówno do wszelkiego porządku społecznego, jak w szczególności do maszyny.

Read More

Ruchy religijne średniowiecznego pospólstwa

Bracia Apostolscy włoscy ukazują nam istotny charakter społeczny omawianych ruchów religijnych. Wszystkie one były ruchami ówczesnego pospólstwa, w pierwszym rzędzie miejskiego, które, dochodząc do samowiedzy, skupiało się w sekty religijno-moralne. Wynosiły one do rzędu wartości najwyższej tę przede wszystkim cechę, która temu pospólstwu była wspólna: ubóstwo i wydziedziczenie, poniżenie i upośledzenie. Ale łączyło się z tym nie- rozdzielnie dążenie do wyzwolenia. Wiele z sekt stanęło w pół drogi: doszedłszy do negacji dóbr materialnych i na posiadaniu tych dóbr opartej przewagi społecznej, zadowoliły si one życiem beztroskim, ciesząc się rozbudzeniem poczucia braterskiej solidarności upośledzonych. Niektóre jednak poszły dalej, zwykle zresztą podniecone prześladowaniami. Przeszły naprzód do otwartej krytyki urządzeń społecznych, zarówno kościelnych, jak świeckich. Początkowo nie tylko tolerowani przez Kościół, ale cieszący się jego opieką waldensi – przecież papież Aleksander III chwalił Piotra Valdo i w obecności dworu ściskał go jako najlepszego syna Kościoła – przeszli do opozycji religijnej i politycznej, aż krucjata r. 1209 zmusiła ich do przeobrażenia się w tajne bractwo o charakterze religijnym i komunistycznym, złożone z ludzi pracy ręcznej. Wspólnoty waldensów przetrwały długo i rozszerzywszy się w całej Europie przyczyniły się wielce do powstania późniejszych wielkich ruchów społecznych wieku XIV. Niektóre sekty bardzo szybko od czysto moralno- duchowej działalności przeszły do politycznej, częściej jeszcze socjalnej, nie tylko rewolucyjnego, także konstruktywnego charakteru. Wszak waldensom i włoskim „poniżonym“ zawdzięcza się pierwsze początki zrzeszeń przypominających nowoczesne towarzystwo wzajemnego kredytu i kasy brackie przeznaczone do udzielania pomocy w razie choroby, bezrobocia, śmierci.

Read More

Ubodzy lyońscy

Nie inaczej miała się rzecz z wcześniejszymi znacznie datą swego powstania waldensami, czyli „ubogimi lyońskimi“. Więcej nawet: byli to ludzie, którzy żywot bezdomny uznali za najlepszy, jedynie odpowiadający nauce ewangelicznej. Wprawdzie sam założyciel sekty, Piotr Valdo, byl zamożnym kupcem. Ale podobnie jak później św. Franciszek, doszedł do przekonania, że jedynie w ubóstwie zyskać można zbawienie i że wyrzeczenie się dóbr materialnych, godności, stanu jest koniecznym warunkiem życia moralnego. Rozdał ubogim, co miał, i ująwszy kij w rękę poszedł w świat na włóczęgę, pocieszając ubogich, wyrobników, tych wszystkich, którym brak było jakiegokolwiek oparcia w ustroju społecznym. Garnęli się też do jego nauki wszyscy wydziedziczeni, samotni, opuszczeni, wszyscy poniżeni i uciśnieni. Na wiele lat przed „Ubożuchnym z Asyżu“ bosi, obdarci i tym, że nic nie posiadający, weseli apostołowie waldensów przebiegali Francję południową jednając sobie liczne zastępy zwolenników, przede wszystkim wśród pospólstwa wyrobniczego miast handlowych i przemysłowych, wśród chałupników, uboższych rzemieślników, wśród tych licznych, upośledzonych rzesz oderwanych od wszelkiej podstawy i które zbiegały się do miast w nadziei znalezienia jakiegokolwiek sposobu życia z dnia na dzień. Gdy w czasie krucjaty przeciw albigen- som rozpoczęło się przeciw nim prześladowanie, zarówno jak przeciw katha- rom, częstokroć sprzedaż różnych manatków skonfiskowanych waldensom nie mogła opłacić nawet ceny drew na stos. W celu pokrycia kosztów palono ich po kilku lub kilkunastu na raz na jednym stosie.

Read More

Katharyzm

Po wtóre, wspólnym jest wszystkim tym sektom i prądom, że obejmują one, przynajmniej w początkach, te elementy, które we wczesnofeudalnym ustroju nie mają własnego miejsca uznanego, chociażby rolę faktyczną odgrywały znaczną, oraz takie, których dążeniom do uniezależnienia się stoi na przeszkodzie istniejący porządek. Weźmy katharów [151. Herezja ta, przybyła ze Wschodu, osiągnęła w ciągu w. XII takie powodzenie we Włoszech północnych i zwłaszcza we Francji południowej – w Prowansji, w Langwedoku, w krainach podpirenejskich – że, jak pisze papież Innocenty III w liście do arcybiskupa Aix, w diecezjach podległych temu księciu Kościoła „heretycy rozmnożyli się do tego stopnia, iż nieprzeliczony lud daje się zagarnąć siecią błędu“. W innym piśmie powiada tenże papież, że „w (kościelnej) prowincji Narbony więcej jest manichejczyków [16] niż chrześcijan“. Otóż rzeczą charakterystyczną jest, że katharowie znajdowali zwolenników przede wszystkim wśród ubogiego, wyrobniczego pospólstwa miejskiego, wśród najbardziej wydziedziczonych i uciskanych, których pociągali, według przyznania samego papieża, przede wszystkim „surowością swego życia i miłosierdziem“. Przeciwnie niż przedstawiciele hierarchii kościelnej i niż mnisi z bogatych opactw, nie żądają dziesięcin, robocizn, pokłonów. Nie żyją w dostatku, patrząc obojętnie – ba! nawet usprawiedliwiając w kazaniach poniżenie i ucisk człowieka pracy. Nie każą sobie płacić za sakramenty, jak ci tak przez pospólstwo znienawidzeni księża, że w Langwedoku rozpowszechniło się przysłowie: „wolej- bym nawet proboszczem był, niż popełnił taką nikczemność“! Odnoszą się do człowieka jak do brata, pomagają mu – sami ubodzy będąc. Leczą: właśnie praktyka lekarska, ułatwiająca osobistą styczność z chorym i, ponieważ bezpłatna, pobudzająca wdzięczność i zaufanie, była jedną z głównych metod stosowanych przez katharów, by pozyskać sobie dusze. Nie wymagają- też od wyznawcy żadnych wyrzeczeń. Według nich tylko rzadcy wybrani, pełniący funkcje nauczycieli i kapłanów, winni żyć w askezie i czystości zupełnej, nie troszcząc się o sprawy materialne. To „doskonali“. Reszta wyznawców nie oczekuje zbawienia zaraz po śmierci. Ale wystarcza, by „doskonały“ dokonał na nich nałożenia rąk w chwili ich zgonu. Są pewni, że to sprawi, iż w jednym z wcieleń następnych zostaną „doskonałymi“ i zbawionymi już za życia. To consolamentumw], to jedyny obrzęd ważny. Wszystkie inne, wszystkie sakramenty, odrzucone, a tym samym kler pozbawiony jest sposobności nękania wiernych. Przede wszystkim jednak przyjęcie nauk katharów albo jak utarło się mówić albigensów (od miasta Ałbi we Francji, gdzie mieli ostoję)? było protestem, buntem, było wyzwoleniem spod władzy kościelnej, szczególnie dokuczliwej pospólstwu oraz tym warstwom, które – świadome swej wagi faktycznej – w hierarchii społecznej zajmowały wciąż miejsce poślednie – kupcom. Kupcy też nawracają się dość licznie na katharyzm i roznoszą tę nową wiarę po targach. Rycerstwo zaś i możni panowie, będący z biskupami, opactwami, proboszczami w stałej zwadzie o dziesięciny, o granice dóbr, o jurysdykcję – otwarcie tolerują heretyków, o ile ich wręcz nie popierają.

Read More

Franciszek z Asyżu

A jednak… W pewnych, oczywiście różnie w różnych momentach historii przedstawiających się okolicznościach, te właśnie jak oderwane atomy krążące wkoło uregulowanego życia społecznego męty skupiają się, wytwarzają zbiorowości żyjące i bogacące się kulturalnie własnym, oryginalnym dorobkiem. Co więcej, aczkolwiek długo nie uznawane, podejrzewane, niekiedy prześladowane, narzucają dorobek ten ogółowi. Czyż nie z wykolejeńców, rozmyślnych i przypadkowych, składała się najpierwsza drużyna współpracowników Franciszka z Asyżu? On sam, czyż nie wykreślił się dobrowolnie nie tylko ze swojej klasy, ale z całego w ogóle ustalonego związku społecznego, by stać się jako najnędzniejszy z nędznych? A kogóż widzimy wśród jego towarzyszy? Klerka uczonego, który za mistrza przykładem poszedł żyć życiem bezdomnego włóczęgi: paru zbójów splamionych przelaniem krwi ludzkiej: jednego niedorozwiniętego: brat „Jałowiec“: kilku innych różnego stanu i pochodzenia: wszyscy sponiewierani przez życie, upośledzeni, skrzywdzeni, wykolejeni. To pierwsza dwunastka uczniów. A czegóż nie dokonała ta dwunastka! I jak wielkich rzeczy dla postępu kultury europejskiej dokonały te wszystkie wśród wykolejeńców, włóczęgów, nędzarzy powstałe sekty heretyckie i o herezję blisko ocierające się. Niekiedy przybierają one wręcz buntowniczą postawę, niekiedy usiłują znaleźć sposób życia, o tyle o ile zgodny z ustalonym porządkiem. Mnożą się one w wieku XII i początku XIII. Fran- ciszkanizm był jedną z nich.

Read More

Karol Moor

Na pierwszy rzut oka zdawałoby się, że te elementy, które przez potok życia wyrzucone zostały, że tak rzekę, poza nawias regularnych stosunków społecznych, nie są zdolne do wytwarzania kultury wiążącej się w całość jednocześnie oryginalną i organiczną. Mówimy wprawdzie niekiedy o „kulturze“ włóczęgów, o swoistej kulturze środowisk przestępczych, o oryginalnej twórczości wykolejeńców. Gdy się jednak „twórczości“ tej przyjrzymy bliżej, spostrzegamy, że mamy do czynienia najwyżej z przetwarzaniem, częściej z odnawianiem form i treści dawno minionych oraz z odwracaniem współczesnych. Z honorem złodziejskim, ze sprawiedliwością zbójecką rzecz ma się podobnie jak z kultami magicznymi: są one odwróceniem honoru i sprawiedliwości regularnego społeczeństwa, zupełnie tak samo, jak rozpowszechniony w wiekach średnich satanizm był odwróceniem i karykaturą prawowiernego kultu boskiego. Niedawne procesy ukazały nam w sposób bardzo plastyczny, jak to szajka przestępcza zdzierała z kupców okupy utrzymując ich w postrachu swoimi dintojrami, pod pozorem utrzymywania porządku na targu i obrony słabych przed przemocą i samowolą. Karol Moor, zbój, mściciel uciśnionych, wyrównywający krzywdy społeczne i zwiastujący nowy porządek – to postać powstała w wyobraźni wielkiego Schillera. W życiu spotyka się nie jego, ale najwyżej Al Capone[1J]. A w tych nawet dziedzinach, gdzie naprawdę twórcami okazują się czasem wykolejeńcy – tzw. „wyrzutki społeczeństwa“ – np. w dziedzinie poezji i sztuki, mamy przeważnie do czynienia z krytyką, z przeciwstawieniem, z utworami, których dynamizm działa w kierunku rozsadzania zespolonej organicznie ze społeczeństwem kultury na rzecz anarchii duchowej. Nie znaczy to oczywiście, by ogólnemu postępowi ta krytyka nieubłagana i ten indywidualistyczny, anarchiczny egotyzm miały zawsze wyjść na złe. Dość wspomnieć poezje późno-średniowiecznych tzw. „wagan- tów“, bezlitośnie szydzące ze wszystkiego, co święte było dla średniowiecza, albo poezję wielkiego Villona, paryskiego poety, magistra uniwersytetu, raj- fura i rzezimieszka w jednej osobie. Również częściowo, jako „czarna“ – wyklętej, częściowo – jako „bia’a“, tzn. niezłośliwa, tolerowanej – zawsze jednak na marginesie religii rozwijającej się magii świat zawdzięcza początki nauki doświadczalnej i sprawności technicznych. Niemniej magia działa zwykle rozkładowo na religię i w ogóle na spoistość żyjącej wspólną kulturą zbiorowości ludzkiej. Pojawia się i pojawiała jako religii panującej odwrócenie: w stosunku do całokształtu kultury była zawsze w służbie egotyzmu, prywaty, warcholstwa, w najlepszym wypadku służyła celom pozaspołecznym, była „sztuką dla sztuki“. Oddała ludzkości usługi wielkie, ale niezamierzone.

Read More

Rozstrój gospodarczy w Galii – kontynuacja

Odbija się to fatalnie na położeniu rzemiosła. Wzmogło się ono było w Galii w związku z rozwojem wielkiego przemysłu i z napływem pieniędzy do kraju. Obecnie nie ma ono już tych możliwości zbytu, co za dobrych czasów Flawiuszów albo cesarzy Trajana i Hadriana. Część klienteli musiała zniknąć, bo zauważamy, że także rzemieślnicza produkcja słabnie, że niedawno jeszcze tak dumni ze swych zawodów, zasobni, stawiający sobie piękne nagrobki rzemieślnicy stają się mniej wystawni. Widocznie ubożeją.

Read More

Rozstrój gospodarczy w Galii

Rozstrój ten objawiać się zaczął w Galii później niż w pozostałym Imperium. Owszem, właśnie zapoczątkowana za Nerona i następnie wciąż powiększająca się inflacja pieniężna, połączona z postępującym psuciem monety, przyczynia się do wprowadzenia produkcji galijskiej na nowe tory i do ogromnego jej wzmożenia. Podczas gdy kurczy się przemysł italski i krajów wschodnich, oparty na pracy wysoko wykwalifikowanej, przeto kosztownej, choćby to była praca niewolnicza – w ludnej Galii, gdzie ludzie i rzeczy są tanie, kapitaliści rzymscy, helleńscy, syryjscy lokują swój pieniądz w tzw. dziś „wartościach rzeczowych“ i uruchamiają wielki przemysł produkujący serio- wo towar mniej przedni, chętnie jednak nabywany przez barbarzyńców prowincji zachodnich i tych, którzy nie są objęci granicami Imperium. Niektórzy z tych ostatnich – np. mieszkańcy Irlandii – mają złoto, dobre złoto, nie takie, jak w monetach cesarskich. Złotem płacą za wino galijskie i tranzytujące przez Galię italskie. Inni płacą, czym mają: skórami, futrami, płótnem, ludźmi — bardzo często ludźmi. Ci są cenni, bo rynek niewolników jest pojemny, a popyt na rosłych i mało wymagających Germanów jest zawsze duży. Kupcy i producenci galijscy, względnie ci, których kapitał ożywia galijski przemysł, monopolizują znaczną część wywozu do krajów barbarzyńskich północy i zachodu. Wymiana wewnętrzna jest żywa, wobec licznej ludności pracującej produktywnie.

Read More