ZWIĄZKI MITYCZNE BAJKI O KOZIE, KÓZCE I WILKU CZ. II

Skąd tu się bierze pochwała posłuszeństwa rodzicom, gdy w bajce kózka uczyniła coś, czego matka od niej nie żądała? Przecież ocaliło ją nie posłuszeństwo, ale przezorność własna. Do kwestii tej powrócimy jeszcze – tymczasem zapamiętajmy tylko ten tak różny a rozpowszechniony, i to w najdawniejszych redakcjach, morał.

Inne różnice są nieznaczne. Jeśli chodzi o epizody sytuacyjne, najważniejszą jest, iż koza odchodząc poleca kózce nie otwierać nie tylko po rozpoznaniu samego dźwięku głosu, a dopiero gdy usłyszy umówione hasło. Hasło to jest przekleństwem rzuconym na wilki. Prócz tego w niektórych redakcjach żądanie pokazania kopytka sformułowane jest tak, jakby chodziło o okazanie jakiegoś przedmiotu służącego za znak rozpoznawczy, za przepustkę. Wreszcie pojawienie się wilka natychmiast po tym, gdy się o nim mówiło, uzasadnione u Mickiewicza i u La Fontaine’a podsłuchaniem przypadkowym rozmowy kozy z kózką, nie tłumaczy się niczym w niektórych redakcjach. Wilk znajduje się pod drzwiami jak deus ex machina, zdaje się być z tych istot niesamowitych, którym wierzenia ludowe każą się ukazywać, gdy zostaną nazwane. Że wilk za taką istotę uznawany był powszechnie w Europie, a poniekąd uznawany jest dziś jeszcze, świadczą tradycyjne ostrożności zachowywane przy wymawianiu jego nazwy. Niekiedy wymawianie wyrazu wilk jest w pewnych okolicznościach wręcz unikane jako przynoszące nieszczęście. Najdalej pod tym względem poszły ludy celtyckie, u których nazwa indoeuropejska wilka, zaświadczona jako znana jeszcze w tekstach średniowiecznych, zastąpiona została omówieniami. Walijczycy nazywają dziś wilka blaiz, Bretoni bleiz – „niszczyciel“, Irlandczycy i Szkoci cu allaidh, madadh-allaidh – „dziki pies“, albo mac-lire – „syn ziemi“. A i w pomnikach dawnego języka nie nazywa się już wilkiem wilka-zwierzę,. ale wyłącznie istoty nadprzyrodzone: średniowieczne irlandzkie fael-chu – dosłownie „wilczy pies“ – oznacza wilczych towarzyszy boga morskiego Manannana Mac Lir, a brytonickie gwełl-gt, o tym samym znaczeniu dosłownym, oznacza samo morze rozumiane jako istota żywa, wiecznie głodna i wszystko chłonąca. Być może przeto, że i w naszej bajce wilk zachował właściwość pojawiania się na zawołanie jako cechę przypisywaną mu przez wierzenia ludowe. Ale nie czyni to jeszcze bajki naszej mitem, tak samo jak nie są mitami te nawet bajki, w których jako osoby działające występują bogowie, tylko dlatego że są bogami. Jakkolwiek w różnych redakcjach zmodyfikowana jest sytuacja, zawsze jest ona czysto ludzka, mająca swe odpowiedniki w życiu codziennym: oto dziecko, zostawszy w domu samo, nie otwiera drzwi złodziejowi, choć ten przemawia łagodnie i zapewnia, że jest znajomym spotkanym przez matkę i przysłanym po zapomniany przedmiot. Zdarzenie to opowiada ktoś w celu apologetycznyin, przybiera osoby działające w zwierzęce maski – i bajka gotowa.

Nie można też dopatrzyć się niczego mitycznego w charakterze osób działających w bajce naszej. Najplastyczniej przedstawił je Mickiewicz. I cóż widzimy? Są to ludzie, ludzie żywi. Więc naprzód szlachcianka, gospodyni skrzętna, co sama idzie po zapasy „na domu potrzebę“. Ale w sobie dufna, nie da nikomu w kaszę dmuchać: sąsiadka koza, ta, co to rozwódka, z rodu Ostrorożanka, a tak rzeżka czołem, że śmie leb za łeb rozmówić się z wołem i nie da lada wilku brać się do podbródka. Słowem fertyczna jeszcze hic mulier – niewątpliwie biczem bożym być musi na sąsiadów, a i owemu mężowi, z którym się rozwiodła, nieraz pewno dopiekła.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>