Wiek XIV i wzrost świadomości ludzi

W wieku XII elementy te stają się wyrobniczą klasą społeczną. Jeszcze mało spójną, jeszcze bardzo mieszaną co do składu. Trzeba czekać na wiek XIV, by świadomość klasowa przejawiła się w niej z całą mocą w postaci wielkich ruchów rewolucyjnych, jako to we Flandrii, w Anglii, we Florencji w postaci powstania robotników tkackich, tzw. ciompills\ we Francji, gdzie chłopi i mieszczanie chwytają za broń jednocześnie, w końcu w Czechach. Niemniej w tej będącej w okresie formowania się klasie powstaje dążenie do uświadomienia sobie siebie samej. Tej samowiedzy wyrazem i jednocześnie potężnie działającym cementem są sekty. Wytworzyły one i zrealizowały w życiu szereg wartości moralnych, które, zanim stały się dobrem powszechnym, były „biedocie“ średniowiecznej swoiste, odpowiadały zbiorowemu ideałowi tych w poniżeniu ciężko na niepewny chleb pracujących wykolejeńców i wydziedziczonych, sponiewieranych i uciśnionych, którzy w swym własnym położeniu społecznym znaleźli źródło godności ludzkiej. Bogactwu i potędze brutalnej, urodzeniu i przywilejowi przeciwstawili żywą, głęboką i zarazem czynną miłość człowieka do człowieka, pełną wyrozumienia i szacunku dla bliźniego, miłość równającą stany. Dyscyplinie zewnętrznego zachowania się, opartej na autorytatywnym przepisie, przeciwstawili bujność samorzutnego życia wewnętrznego, pełnego entuzjazmów i zapatrzeń, tak szerokiego i potężnego, że czyni serce zdolnym nie tylko objąć świat cały, ale przeobrazić go wewnątrz siebie na ogród rajski, w którym dusze jak ewangeliczne lilie polne wystrzelają ku Bogu w pokoju i miłości, ofiarowując Mu całą tę piękność swą, o której same nie wiedzą. Ci, którzy tę mistykę wytworzyli, nie przemyśleli, nie przeczuwali nawet przyczyn i skutków nierówności między ludźmi, wyzysku, ucisku i nędzy. Nie byli reformatorami stosunków społecznych. Ale byli inicjatorami reformy moralnego życia wewnętrznego i od nich, mimo wszystkich różnic i sprzeczności, wywodzą się ci, którzy w wiekach następnych poszukiwali drogi do wyzwolenia człowieka w zwróceniu go ku wartościom uczuciowym wewnętrznym, wszyscy pocieszyciele skołatanych i skrzywdzonych, apostołowie miłosierdzia i obrońcy nie skażonego mędrkowaniem, prostego, ludzkiego wzruszenia – czy to będzie św. Franciszek Salezy[19], czy Emerson t20′, św. Wincenty a Paulo[21′, czy John Wesley221, twórca angielskiego metodyzmu. Byli także pierwszymi od czasów najwcześniejszego chrześcijaństwa, którzy wartość człowieka określili w praktyce nie w zależności od nabożności wyrażającej się w modlitwach, w zgłębianiu świętych tajemnic, w askezie, ale od serca – a to bywa u nędzarza gorętszym niż u możnego. Byli też, nie zamierzając tego i nie przeczuwając tego zgoła, prekursorami, częściowo przynajmniej, tych prądów wyzwoleńczych, których wspólnym punktem wyjścia jest uznanie godności człowieka jako takiego i protest przeciw nierówności społecznej. Widzieliśmy, jak rychło następcy waldensów i umiliati przeobrazili się w społecznych rewolucjonistów. W samej rzeczy, zanim wyzwoleńcze ideologie społeczne znaleźć sobie zdołały odpowiadające ich założeniom filozoficznym i każdorazowemu stanowi wiedzy sformułowanie własne, kiełkowały one w łonie sekt nędzarskich w ścisłym zespoleniu z ich mistyką negującą wartość bogactwa i przywileju. Założyciele tych sekt nie byli sami ani socjalistami, ani demokratami nawet. Ale byli zarówno socjalizmu, jak demokratyzmu nieświadomymi prekursorami. Zasiali ziarno, które po wiekach, w odmiennych warunkach, wydało plon obfity.

Pogląd, że industrializm pociąga wyjałowienie kulturalne mas pracujących

Dość rozpowszechnionym jest, zwłaszcza wśród intelektualistów różnych kierunków, pogląd, że industrializm pociąga wyjałowienie kulturalne mas pracujących. Gdym jako student uczęszczał w Berlinie na wykłady prof. Simmla, słyszałem wypowiedziane przezeń przy sposobności krytyki socjalizmu powątpiewanie, czy proletariat jest w ogóle zdolny do wytwarzania istotnych wartości duchowych. Zaznaczam, że Simmel nie był bynajmniej jakimś zaciętym wrogiem klas pracujących ani obrońcą kapitalistycznego systemu produkcji. Ten nieco sceptyczny pięknoduch raczej ubolewał nad tym, że nowoczesne stosunki społeczne doprowadziły do zupełnego rozbratu między rozwojem duchowym jednostki a jej pracą mięśniową. Wielu innych myślało i myśli dotychczas tak, jak myśli Simmel [23], przy czym większość wręcz potępia industrializm. Wysuwane są argumenty natury różnej. Dla jednych postęp mechanizacji pociąga skazanie coraz szerszych mas na brak pracy, na nędzę, na wykolejenie, które to klęski społeczne nie są okupione sławioną przez ekonomistów liberalnych większą taniością i obfitością wytworów przemysłowych. Jest w tym niewątpliwie słuszność: cóż z tego, że towarów jest coraz więcej, że są coraz tańsze, skoro ci, dla których są przeznaczone, nie mogą ich nabywać, będąc pozbawieni zarobku? Ale niezmiernie ważna i skomplikowana kwestia skutków socjalnych postępu technicznego nie wchodzi w zakres niniejszego szkicu. Chodzi nam o to, czy rzeczywiście mechanizacja produkcji wyjaławia proletariat z wszelkiej zdolności do tworzenia duchowych wartości, tych właśnie, które są potocznie uważane za stanowiące istotę kultury? Czy ethos mas robotniczych wielkoprzemysłowych – ich obyczaj, ich normy moralne, ich cały sposób bycia – wynika rzeczywiście li tylko ze spowodowanej jednakim położeniem solidarności klasowej, nie tylko zasadniczo wrogiej istniejącemu porządkowi, ale wyczerpującej się w negacji: czy milionowe rzesze nowoczesnego proletariatu są jedynie olbrzymim rezerwuarem, z którego w chwilach buntu wypływają, jak nagle wezbrany potok, zwarte tłumy niszczycielskie zdolne tylko do burzenia?

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>