Walka z niewiernymi w średniowieczu

Skąd się wzięli? Znany był „łazęga“ — bezdomny włóczęga – i wcześniej, i nędzarzy nie brak było w miastach Europy zachodniej w okresach dawniejszych. Jedni i drudzy byli nawet tak liczni, że w X i XI w. stanowili prawdziwą plagę społeczną. Dla bardzo wielu ludzi nie było wówczas miejsca na świecie, nie było pracy, nie było chleba. Inni uchodzili przed uciskiem, przed 8r0S5 niewspółmierną z przewinieniem karą, przed samowolą możnego, przed nudą życia klasztornego. Wszędzie pełno wykolejeńców ze wszystkich sta nów. Zubożali albo zgoła wyzuci z ziemi rycerze ciągną tam, gdzie na świecie wojna, mając nadzieję mieczem wyrąbać się na panów. Walka z niewiernymi, kończąca się zaborem ziemi i jej rozdawnictwem, jest nie tylko sprawą zbożną, ale dobrym, choć ryzykownym interesem. Mniej zbożną, natomiast łatwiejszą sprawą jest łupienie podróżnych, zwłaszcza niezdolnych do obrony skutecznej karawan kupieckich i pielgrzymów. Biorą się do tego nie tylko rycerze. We Włoszech na pograniczu władztwa kościelnego benedyktyni z Farfa mordują swego opata i klasztor swój umocniwszy, uprawiają zbójni- ctwo grabiąc ciągnących do Rzymu pielgrzymów. Biją w otwartym polu wysłane przeciw nim milicje papieskie i, by ich w końcu zmusić do uległości, trzeba wezwać aż cesarskiej potęgi zbrojnej. Rzecz prosta, że nie brak też zbójów prostaków. Zbiegły chłop, mieszczanin, nie mający zarobku i przez pańską władzę nad miastem uciśniony, łatwo idzie na zbój, o ile tylko umie oszczepem i mieczem władać. Zbójeckie szajki tak mocno są zakorzenione, że żadna siła nie jest w stanie wytracić ich, tym bardziej że z obawy czy z poczucia solidarności ze zbiegłymi spod ucisku, ludność wiejska nie wydaje ich chętnie.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>