Technika uprawiania ziemi

Właściwie należałoby powiedzieć – techniki, w liczbie mnogiej. Mamy bowiem do czynienia z dwoma rozwojami, z oraniem i z motykowaniem, którym to dwóm technikom odpowiadają dwie grupy narzędzi: jednych, rozwijających się od sochy do pługa, drugich – od oskarda do motyki. Obserwowane fakty dotyczą przejmowania w dwóch kierunkach. Z jednej strony wchodzi w grę zastąpienie jednej techniki przez drugą, a więc motykowania przez oranie – używając innych terminów: kopieniactwa przez rolnictwo albo odwrotnie. Z drugiej strony obserwujemy zastępowanie narzędzia pierwotniejszego bardziej udoskonalonym w jednym szeregu, a więc np. porzucenie sochy dla radła lub radia dla pługa. Zajmiemy się naprzód pierwszą grupą faktów.

Zanim to jednak uczynimy, wypada przypomnieć, jakimi są początek i zasadnicza różnica obu wspomnianych serii rozwojowych. Punkt wyjścia mają one wspólny. Jest nim drewniany hak, który zresztą sam jest ulepszeniem zaostrzonego drąga obciążonego kamieniem: zwykła gałąź opatrzona bocznym zaostrzonym odrostkiem. Nazwać by go można pogrzebaczem, służy bowiem do wygrzebywania z ziemi korzonków, kłączy czy robaków. Pogrzebacza takiego można jednak używać w sposób dwojaki. Albo robotnik uderza nim w ziemię i odwraca grudkę pociągając rękojeść w tył, sam zaś postępuje naprzód. Praca jego doznaje w ten sposób ciągłych przerw. Albo wraziwszy ostrze pogrzebacza w ziemię, robotnik ciągnie za sobą narzędzie możliwie jednostajnym ruchem, za sobą ryjąc bruzdę, przy czym nie zawala grudkami poprzednio wykopanych otworów, ale ziemię odrzuca na boki w postaci skib. Pierwsza z tych technik w rozwoju swoim daje kopieniactwo, a pierwotny pogrzebacz drewniany w miarę udoskonalenia przechodzi w oskard, a w końcu w motykę o ostrzu płaskim i poprzecznym do rękojeści. Technika druga daje w wyniku oranie, a w miarę jak rękojeść pierwotnego pogrzebacza wydłuża się w grządziel, pogrzebacz staje się sochą, która przez dodanie drewnianej skośnej deseczki – odkładnicy pierwotnej – przetwarza się w radło stawiające skibę, a z chwilą gdy pierwotnie stożkowate ostrze sochy rozpłaszczy się w poziomy nóż odrzynający skibę od podglebia, to jest z chwilą gdy wynaleziony zostanie lemiesz i gdy odkładnica wygnie się, staje się pługiem. Rzeczą oczywistą jest, że socha nie jest w stanie skiby odwrócić i że pozostawiona przez nią bruzda jest bardzo wąska, wobec czego zoranie tej samej przestrzeni wymaga znacznie częstszego przechodzenia tam i z powrotem niż przy pługu, wymaga przeto znacznie większego nakładu pracy z wynikiem mniej doskonałym. Oczywistym jest również, że zmotykowanie poła wymaga większego nakładu pracy niż zoranie go.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>