Stosunek robotnika do jego maszyny

Materialne środki produkcji, przede wszystkim właśnie maszyny, są dla proletariusza czymś bliskim, czymś przyjacielskim. Poeta-proletariusz Klaber tak opisuje stosunek robotnika do jego maszyny: „Robotnika posiwiałego widziałem przy jego maszynie: pełen wiary wpatrywał się w zaciekły jej obrót i tak błagał: ty, maszyno moja, rok po roku kołysałaś się w pełnych oliwy łożyskach, śpiewając mi przez całe me życie… surową pracy pieśń… To, cośmy razem, ty i ja, osiągnęli tworząc latami, straciliśmy: ojczyznę i wolność. Przeto, ostatnim wysiłkiem walczyć będziemy, zwyciężać biedę i klęskę, i poniżenie i ból. Ty, maszyno moja! ty i ja!“

A inny poeta, hutnik Grisar, zaprzecza, by człowiek będący właścicielem maszyny tylko dlatego, że ją kupił, mógł ją odczuć: „nie odczuje on życia maszyny, jej duszy, ani naszej do niej miłości“. A w innym wierszu powiada: „Uczyniłem sobie Boga z trzaskających iskier motorów. Gdy żarzyły się w ciemną noc piece, rozpłynąłem się w nich. Poczułem dłoń płomienną, jak pali i wchłaniałem życia upojność. Drgały hale od szumu wirującej stali: i uwierzyłem w Boga mego życia i w jego wieczność“.

Jest to coś więcej niż stwierdzony przez Hendrika de Mana „animizm“ maszyny: wyczuwanie w niej posłusznego woli robotnika, inteligentnego stworzenia. Tym bardziej więcej niż przejawiająca się u autorów Pamiętników bezrobotnych tęsknota do maszyny, wiernej przyjaciółki. To kult środków produkcji: maszyny, ognia wielkiego pieca, materiału, który zrzuca z siebie bezkształtną skorupę rudy. Bo, posłuszne człowiekowi, czynią zeń bogom równego stwórcę, pracą wywołującego z materii nowe formy, nowego człowieka: nowy, piękniejszy świat sprawiedliwości i radości życia. Oto, co mówi w jednym z poematów swych robotnik Barthel: „Niekiedy przerywamy tworzenie: biją nam wówczas serca głośno i spoza żelaznych wrót, spoza maszyn olbrzymich świtanie jakieś dostrzegamy. Oto wschodzi nowe słońce“. Dla Grisara symbol nowego dnia jednoczy się z poczuciem, iż praca przygotowuje przyjście nowego człowieka, który już „wyłania się skądś – z ciemności nocnych – w poświacie przedświtu: niewidzianą nigdy boskością promienieje mu twarz: gdzie stanie, wszystko przemienia się w piękno, w blask, w miłość… gdy przemówi, stają się światy i zapadają niebiosa. A przed duchem jego otwiera się nieskończoność“. A Petzold kreśli taki obraz przyszłego, wysiłkiem robotniczych mięśni i dusz stworzonego świata: „nadejdzie czas, w którym dnie się odmienią: będą świetne, jak na wiosnę jabłoń: na każdym ulic rogu stanie Bóg i z serc wszystkich czerpać będzie dobroć: wszystkie przedmioty ożywią się, by stać się przyjaciółmi człowieka, a umysły nasze tak spotężnieją, że żadna tajemnica natury nie pozostanie dla nich nie przeniknięta“.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>