NARODZINY WIELKIEJ KULTURY

Ogólnie przyjęto uznawać Grecję za kolebkę obecnej kultury naszej. Więcej: Greków starożytnych ma się często nie tylko za tych, którzy założyli kultury tej podwaliny, ale za wzór niedościgniony, w każdym razie nieprześcigniony. Samych siebie zaś porównywamy do nich na każdym kroku, gdy chcemy czy to ocenić stopień naszej kultury duchowej, czy też – bo i to bywa – uzasadnić to, co w obyczaju naszym, w moralności publicznej i prawnej, w formach estetycznych, w filozofii wydaje się nam wymagające uzasadnienia lub usprawiedliwienia. Mamy się za dalszy ciąg Ateńczyków wieku V i IV przed Chr., ich zaś za bliskich sobie, częstokroć nieomal współczesnych nam, o wiele bardziej niż mniej w czasie i przestrzeni odlegli ludzie, niż nasi właśni przodkowie z okresu średniowiecza.

Nie tu miejsce rozstrzygać, ile jest prawdy historycznej a ile legendy w tych postaciach i w tej kulturze, których obraz kojarzy nam się z imionami Temi- stoklesa i Peryklesa, Leonidasa i Pejzystrata tyrana, „boskiego’1 Platona i „sprawiedliwego“ Arystydesa – z imieniem Aten czy Teb, Myken w złoto obfitujących czy Argos liczne karmiącego tabuny. Legendy nie tylko greckiej, ale także nowożytnej, szkolarskiej. Greków w sobie odnajdujemy, ale przerabiamy ich jednocześnie na nasz obraz i podobieństwo. Nie tylko greccy bohaterowie tragedii Racine’a więcej mają w sobie z wyperukowanych pompatycznych dworzan francuskiego Ludwika XIV niż z tych postaci stworzonych przez Eurypidesa, które Racine’owi wzorem były. Nawet tym autentycznym dziełom greckim, które tłumaczymy, które przedstawiamy w teatrach naszych, nadajemy nową, przez nasz smak, nasze upodobania, nasze poglądy określoną postać, która grecka nie jest wcale albo jest nią w niewielkiej mierze. Iliadzie Czubek, Odysei Wittlin nadali w tłumaczeniach polskich cechy epopei gwarowych z rozmysłem, bo kultura odmalowanego przez Homera społeczeństwa wydawała im się chłopska. Pomijamy kwestię, czy mieli słuszność, czy nie. To pewna, że oryginałów nie odtworzyli, ale że je przetworzyli, podobnie jak przetworzeniem Sofoklesowego Edypa Króla jest wystawienie i granie go tak, jak to się praktykuje na scenach dzisiejszych. Nie czynimy z tego bynajmniej zarzutu nikomu. Owszem, uznajemy, że twory greckiego natchnienia muszą być przeodziane, by stać się dostępne. Ale czyż nowa ta, dzisiejsza nasza szata po zostawia zupełnie nietkniętym ich ducha? Faktem jest, że kaiżde pokolenie dostrzega w nich co innego, co jemu odpowiada. Każde czym innym się wzrusza. co innego z puścizny wybiera, co innego za wzór poczytuje. I kaiżde ina- ezej – po swojemu – wykłada zarówno ducha greckiego, jak postacie historii greckiej.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>