Maksymy moralne sporządzone w dawnych czasach

To, co mówimy o twórczości literackiej i literackiej „tradycji“, rozszerzone być powinno na wszystkie inne dziedziny kultury. Nie potrzeba chyba dowodzić, że moralność stawia jednostkom i społeczeństwom wymagania różne, zależnie od okresu i od klasy społecznej. Czyż jednak ogromna większość maksym moralnych, na które powołujemy się dzisiaj, nie została sformułowana w czasach zamierzchłych? Czyż np. nakaz: „miłuj bliźniego swego jak siebie samego“ nie jest nakazem bardzo już starym? Ale wykładnia praktyczna nakazu tego, rozumienie i stosowanie terminu „miłować“ i terminu „bliźni“ są różne w każdym czasie, w każdym społeczeństwie, w każdej klasie. Czy np. ubogiemu bliźniemu należy dać jałmużnę, czy też dostarczyć mu pracy? Pytanie to rozstrzygane jest inaczej w wiekach średnich, inaczej dzisiaj. Czy godzi się mieć bliźniego za niewolnika? Zdaniem naszym nie, ale dobrzy chrześcijanie, ba! nawet biskupi i kaznodzieje wieku VI czy VII po Chr. nie dostrzegają w tym żadnej sprzeczności z cytowanym nakazem. Owszem, opactwa i biskupi pozwalają, by ich właśni kolonowie, tj. poddani rolni – kupowali i sprzedawali niewolników, i sami niewolników kupują i trzymają.

Najwyraźniej bodaj omawiany wzajemny stosunek tego, co z dawności trwa, i tego, co z niej przemija i zastąpione zostaje, występuje w dziedzinie kultury technicznej, którym to terminem obejmujemy zarówno sposoby dobywania i przetwarzania dóbr materialnych, jak sposoby ich używania względnie spożywania oraz same rodzaje dóbr wytwarzanych i spożywanych. W dziedzinie tej dawność ciąży nad teraźniejszością i teraźniejszość tę określa w tej mierze bardzo wielkiej, w jakiej istniejące w rzeczywistości zewnętrznej przedmioty materialne i przedmiotów tych zespoły zmuszają do przystosowania się człowieka do nich. Technika przędzenia wełny na kądziel określona jest przez kądziel samą, nie może być inna niż ta, którą stosowały prządki od Greczynek czasu Homera do dzisiejszych wlościanek kaszubskich, przędących w polu przy pasaniu trzody. Aby w tej dziedzinie specjalnej zanikła lub zmieniona została dawność, trzeba zmiany samego narzędzia, trzeba, by został wynaleziony i by się przyjął kołowrotek, który mechanicznie wykonywa część ruchów prządki i określa te, które do wykonania pozostają. Zmianami tymi zajmiemy się w jednym z następnych szkiców. Zauważymy więc tylko, że to, co nastąpiło w przędzalnictwie, nastąpiło także w innych dziedzinach techniki wytwórczej i spożywczej. Wszędzie dawna kultura techniczna trwała dopóty, dopóki nie został dokonany, uwarunkowany zmianami gospodarczo-społecznymi, wynalazek doprowadzający do zastąpienia dawnego narzędzia lub dawniej używanego przedmiotu narzędziem lub przedmiotem nowym. Wielki piec zastąpił dymarkę, jak dymarka zastąpiła była wczesnohistoryczny i przedhistoryczny dół hutniczy. W domach wielkomiejskich centralne ogrzewanie dąży do wyparcia pieców kaflowych z paleniskami przystosowanymi do węgla kamiennego, tak jak te piece zastąpiły dawniejsze, przystosowane do palenia drzewem, które niegdyś wyparły kominki, a te ostatnie były jeszcze dawniej epokowym wynalazkiem pozwalającym rozstać się z rozpalanym na kamieniu, otwartym ogniskiem. Czyż potrzeba omawiać, jak dalece cała organizacja życia domowego, wzory i wytwory tego życia są inne w mieszkaniu ogrzewanym przez kaloryfer, inne w zadymionej izbie, na której środku leży płaski kamień, a na nim pali się ogień? Wystarczy przypomnieć wyrażenie: „kapłanka ogniska domowego“, które miało niegdyś znaczenie konkretne, a dziś jest tylko pretensjonalną przenośnią kołaczącą się w stylu drugorzędnych publicystów.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>