Katolicyzm jest religią olbrzymiej większości ludu polskiego

Stwierdźmy naprzód, że w żadnym bodaj środowisku, poza wybranym przez nas, nie występuje z taką wyrazistością oblicze społeczne religii – to, że jest ona sprawą życia zbiorowego, a dopiero wtórnie indywidualnego. Rzecz prosta, że i tu jednostka nadaje swemu wyrazowi religijnemu piętno osobiste, ale w tej mierze tylko, w jakiej będąc ze swym środowiskiem zespolona, przetwarza na swój użytek zbiorowo ustalone, przez toż środowisko podane jej wartości. Jakikolwiek udział bierze włościanin nasz w praktykach kultu, jakkolwiek usiłuje on zdać sobie sprawę z roli religii w życiu ludzkim, nad człowiekiem indywidualnym bierze górę, wysuwa się na pierwszy plan członek określonej etnicznie, lokalnie oraz stanowo czy klasowo społeczności, przeglądającej się w wyznawanej religii i jej praktykach jak w zwierciadle.

Katolicyzm jest religią olbrzymiej większości ludu polskiego, tak samo, jak jest religią wyznawaną przez prawie wszystkich Hiszpanów, Włochów, Francuzów, przez bardzo znaczny odłam Niemców. Ale w przedstawieniu naszego chłopa jest on w mierze o wiele większej polski niż powszechny, do tego stopnia, że gra on rolę kryterium narodowości. Dla wielu bardzo włościan naszych, zwłaszcza starszego pokolenia, Polak a katolik to jedno, podobnie, jak Niemiec i luter to także jedno. Wie on wprawdzie, że są inne narody katolickie, uważa je jednak za nie w tym samym, co on, stopniu prawowierne, w każdym razie za mniej ściśle zespolone z Kościołem, za mieszczące się bliżej peryferii wspólnoty katolickiej, za bardziej oddalone od Boga i świętych Pańskich, których rodowitym językiem jest w jego przekonaniu język polski. I gdy się znajdzie na obczyźnie, odczuwa on konieczność chodzenia do kościoła, w którym inny język rozbrzmiewa w nabożeństwie dodatkowym, jako krzywdę tak wielką, że niejednokrotnie decyduje się raczej na odstępstwo od powszechnego Kościoła niż na zespolenie się z miejscową grupą kultową. Wiemy wszyscy o tym, jak zażarte walki staczane hywaly przez Polaków z klerem irlandzkim w obrębie parafii katolickich w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej, a także o tym, jak dalece werbunek współziomków do sekt zakładanych przez różnych odszczepieńczych księży Polaków ułatwiony tam został przez niechęć polskich imigrantów do łączenia się ze współwyznawcami innych narodowości i innych języków. Odwrotną stroną tego – że się tak wyrazimy – nacjonalizmu wyznaniowego, tego przedstawiania sobie religii jako najdonioślejszej cechy etnicznej, jest uznawanie za coś nie tylko etnicznie, ale także wyznaniowo odrębnego tych członków obcej, uważanej za nie katolicką narodowości, którzy są katolikami. Niemiec katolik, to nie prawdziwy Niemiec: to dajczkatolik – jakiś przedziwny twór przejściowy będący katolikiem, niczym Polak, a mówiący językiem lutrów, w gruncie rzeczy istota godna politowania, której czegoś brakuje, by być katolikiem w pełnym rozumieniu słowa.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>