Czynnik kangura cz. II

Jeśli chodzi o ludzi, odpowiedź na to pytanie brzmi na ogół „nie”. Wydaje się, że na poprawę stanu zdrowia dzieci i przyspieszenie wzrostu wpływ wywiera także kontakt z innym człowiekiem – głaskanie, dotykanie, trzymanie i kołysanie. Nikt nie potrafi wyjaśnić technicznie, dlaczego tak się dzieje. Ta zdroworozsądkowa emocjonalna potrzeba troski fizycznej nie zawsze była uznawana przez lekarzy, ponieważ nie była zgodna ze standardową doktryną lekarską. Na początku wieku w pierwszych latach opieki nad wcześniakami, kiedy lekarze ratowali te dzieci trzymając je po prostu w cieple, największym zagrożeniem dla ich życia były infekcje. Mimo że wynalezienie w latach 30. i 40. „cudownych leków”, takich jak penicylina, było pewną pomocą, lekarze nadal robili wszystko co w ich mocy, by izolować wcześniaki od kontaktu z innymi ludźmi. Na starych fotografiach z lat 50. i 60. widać przedwcześnie urodzone noworodki w hermetycznie zamkniętych plastykowych pojemnikach. Uwijają się przy nich lekarze w maskach i kitlach, którzy z rzadka dotykają dzieci i to tylko rękami w rękawiczkach umieszczonych z jednej strony pojemnika. Rodzice mieli prawo widywać swoje dzieci, ale nie mogli wziąć ich na ręce ani nawet dotknąć. W tamtych czasach takie zasady wydawały się słuszne. Ponieważ infekcje stanowiły tak wielkie zagrożenie dla niemowlęcia, uważano, że stworzy mu się największe szanse na przeżycie, gdy przez cały okres jego pobytu w oddziale wcześniaków będzie przetrzymywane w sterylnych warunkach sali operacyjnej. Rozumowano, że świat zewnętrzny roi się od zarazków i jakikolwiek zbłąkany zarazek, który przedostałby się do dziecka, mógłby je zabić.

W latach 60. niektórzy uczeni, wśród nich psychiatra z Uniwersytetu Stanforda Herbert Leiderman, zaczęli wyrażać obawy, że coraz bardziej stechnicyzowane i sterylne środowisko, w którym przebywają wcześniaki, pozbawia rodziców i dzieci ważnej więzi emocjonalnej. Rodzice dzieci z oddziałów intensywnej opieki neonatalnej mówili, że kiedy zabierali dziecko do domu, czuli się wobec niego nieswojo i brak im było pewności siebie. Oddziały dla wcześniaków zaczęły otwierać swoje podwoje dla rodziców, kiedy badania pokazały, że aby uniknąć zagrożenia infekcją, niepotrzebne są sterylne warunki. Lekarze stwierdzili, że wystarczy, by odwiedzający myli ręce i infekcje zdarzały się nie częściej niż wtedy, gdy dzieci od dorosłych oddzielała bakteriologiczna Linia Maginota. Rodzice, którzy pomagali w pielęgnacji dziecka w oddziale, mówili, że nie są pewniejsi siebie, kiedy opiekują się nim w domu, ale też potrafią lepiej interpretować jego potrzeby i uspokoić je, kiedy płacze. Krótko mówiąc, rodzice czuli większą emocjonalną więź z dzieckiem, a ono też lepiej na nich reagowało. W ten sposób zrodziła się idea „tworzenia więzi”.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>