CZY I W JAKIM STOPNIU FRANCJA JEST DALSZYM CIĄGIEM GALII STAROŻYTNEJ

Zagadnienie to jest w nauce sporne i należy do tych, które pobudzają badaczy i nawet publicystów do podejmowania polemik, częstokroć namiętnych[1]. Nie dziw – poruszona przezeń jest ambicja wielkiego narodu, słusznie dumnego ze swej tradycji i świadomego swej oryginalności: poruszone są też ambicje i niechęci innych. Wchodzą tu również w grę pewne przyzwyczajenia myślowe badaczy wychowanych w podziwie dla wspaniałości kultury klasycznej czy dla wielkości dzieła dokonanego przez średniowiecze, w podziwie, wzrastającym w miarę postępu badań. Stąd sumaryczne osądy. A więc Mommsen, zapatrzony w wielkość Rzymu i skłonny do lekceważenia tych, co Rzymowi oprzeć się nie zdołali, dostrzega przede wszystkim objawy rozkładu występujące w społeczeństwie galijskim. Nie było ono już, zdaniem Mommsena, zdolne do dalszej twórczości kulturalnej i politycznej. Galia przed- cezarowa umarła i to, co Francja przejęła z przeszłości, nie jest spuścizną po niej, ale spadkiem rzymskim. Przeciwnie Camille Jullian[3]: protestuje on wymownie przeciwko pomawianiu swoich współziomków o rzymskość duchową. „Duch łaciński – powiada on dosłownie – nie przetworzył ani istoty, ani temperamentu ludzi galijskich. Rasowo pozostali, czym byli… Jakimi byli Galowie zawojowani przez Cezara, takimiż byli Galo-Romanie podbici przez Chlodwiga. Na myśli mam właściwości psychiczne, z którymi człowiek się rodzi, a nie formy, w które charakter przyobleka się dzięki wychowaniu“. Gdy historycy i publicyści francuscy okresu rewolucyjnego i początku wieku XIX – przekonani o pochodzeniu germańskim zwalczanego przez nich feuda- lizmu – powoływali się chętnie na kulturę antyczną jako ma tę, po której Francja objęła w spadku swój liberalizm, swój demokratyzm i skłonność do racjonalizmu – to sizereg uczonych niemieckich uważa właśnie najeźdźców germańskich za tych, którzy byli w Galii rzymskiej, rzekomo przegniłej do cna, zaczynem kolejnych odrodzeń. Stanowisko zaś Camille Julliana spotkało się ostatnio z bardzo cierpką odprawą ze strony krytyków włoskich, przez których przemawia zaledwie ukrywana uraza ludzi, uważających się za potomków dawnych Rzymian, do uczonego romańskiego, który romanizm wyklina.

Nie wybrniemy też z nieustannych sporów, jeśli nie zdobędziemy się nareszcie na zajęcie stanowiska naprawdę – jak żądał Tacyt – pozbawionego zarówno niechęci, jak miłości, i jeśli nie przestaniemy operować pojęciami tak nieokreślonymi, jak wrodzone rasowe właściwości psychiczne. Jest to albo wręcz mistyka, która jako rzecz wiary, a nie wiedzy, winna być starannie usunięta z rozważania naukowego, albo coś równie dla postępu nauki niebezpiecznego jako operowanie niewiadomymi, pozór wyjaśnienia, maskujący zupełny brak wszelkiego wyjaśnienia.

CZY I W JAKIM STOPNIU FRANCJA JEST DALSZYM CIĄGIEM GALII STAROŻYTNEJ CZ. II

Czyż bowiem można np. charakterystyką psychologiczną nazwać stwierdzenie, że dzisiejsi Francuzi, jak dawni Galowie, zdolni są helium gerere et argute loqui – wojnę prowadzić i dowcipnie przemawiać, jak mówił o nieb stary Kasto? Mimo wszystko, co Salomon Remach pisze o patriotyzmie galijskim, co Camille Jullian pisze o poczuciu narodowym Vercingetorixa, o zdradzie przywódców hedueńskich – dowodzenia ich i oceny moralne uznane być muszą przez nas za zupełnie nieprzekonywające. Trzeba by naprzód dowieść, że istniał kiedykolwiek „naród galijski“. Naród w znaczeniu dzisiejszym tego terminu, nie tylko zbiorowisko plemion mówiących jednym językiem i mających jednakie obyczaje. Cóż są warte twierdzenia Mommsena czy Domaszew- skiego o niezdolności wrodzonej celtyckich Galów do stworzenia organizacji państwowej, obejmującej wszystkie ich plemiona, a o zdolności w tym kierunku Rzymian względnie Germanów. Czyż bowiem którykolwiek szczep północ- no-europejski, nie wyłączając Germanów, okazał się do tego zdolnym, zanim rozwój jego społeczny wewnętrzny nie wytworzył w nim tych zdolności, a warunki zewnętrzne nie pozwoliły na ich wydoskonalenie. Rzym także nie stał się od razu mocarstwem powszechnym ani nawet italskim, panującym w La- cjuin. Gdy zaś Italię całą połączył pod swoją władzą, było to zawsze państwo rzymskie, nie italskie. Mieć pretensję do Galów, że nie zdołali zorganizować się w państwo narodowe, równa się mieć taką samą pretensję do plemion zamieszkujących starożytną Italię. Powie kto może, że plemiona te różniły się znacznie językiem, obyczajem i tradycją kulturalną i polityczną. Czyż jednak w Galii, wziętej w całości, było inaczej? Nie mówiąc już o południowo-zachodnich Akwitanach i południowo-wschodnich Ligurach, wszystko dzieli Galów prawdziwych od Belgów. Wspomnienia najazdu, rzezi, wypędzenia z siedzib – obawa z jednej strony, pogarda z drugiej. Wśród Belgów, którzy w masie swej są Celtami jak Galowie, stwierdzamy elementy germańskie, a i Galowie nie zdają się być masą zupełnie jednolitą: sporna jest przynależność etniczna Se- kwanów. Trzeba raz stwierdzić wyraźnie, co następuje: Galia nigdy nie była w całości krajem galijskim ani pod względem politycznym, ani kulturalnym, ani nawet językowym. To, co Galią nazywamy za starożytnymi, jest to pojęcie przede wszystkim geograficzne, następnie – po podboju rzymskim – pojęcie terytorialno-administracyjne, potem dopiero społeczno-polityczne. Od czasów przedhistorycznych kraina ta zjednoczona została tylko trzykrotnie w dziejach: po raz pierwszy pod władzą obcą – rzymską: po raz drugi pod władzą również obcą – najeźdźców frankijskich: po raz trzeci pod władzą rodzimą, francuską.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>