Monthly Archives Wrzesień 2017

Niechęć kobiet wiejskich do kołowrotków

W postaci „czarki“ – wspomnianego już kołowrotka wschodniego – przenika on do Europy w wieku XIV. Zauważamy przy tym kilka zjawisk interesujących. Przede wszystkim rozszerza się on z łatwością w ówczesnym przędzalnictwie wełnianym, zorganizowanym jako przemysł chałupniczy po miastach Europy zachodniej, we Włoszech, we Flandrii, tu i owdzie w Anglii i w Niemczech. W ciągu wieków następnych ulega on szeregowi udoskonaleń, doprowadzających do wytworzenia kilku różnych typów kołowrotka – np. typ francuski, saski, wschodnio-niemiecki. Udoskonalenia te przyjmują się z dużą łatwością w tych środowiskach, które poprzednio przyjęły typ pierwotniejszy. Ale szereg środowisk upiera się przy stosowaniu kądzieli z wrzecionem albo wyłącznie, albo też, jeśli kołowrotek przejmuje, to tylko jako narzędzie sezonowe – zimowe, w lecie zaś przędzie po dawnemu. To, o czym mówimy, stosuje się do wsi i do małych miasteczek, w których mieszczanie żyją w znacznym stopniu z rolnictwa, i to w takich okolicach, gdzie przędzenie wełny, lnu czy konopi jest z dawien dawna ogólnie praktykowane przez kobiety, czy to jako przemysł domowy, czy jako powinność na rzecz dworu pańskiego, czy też jako przemysł chałupniczy.

Read More

Technika uprawiania ziemi – kontynuacja

Wydawałoby się przeto, że motyka winna ustępować wszędzie narzędziom orackim, zwłaszcza pługowi. Następuje to, ale nie bez oporu i tylko do pewnych granic. Wchodzi tu w grę niewątpliwie zagadnienie sprzężaju oraz jednorazowego nakładu potrzebnego dla sprawienia sobie nowożytnego żelaznego pługa, kwestia bliskości rzemieślnika umiejącego popsuty pług naprawić itd., podczas gdy każdy kopacz potrafi dorobić nowy trzonek do taniej motyki. Nie są to jednak przeszkody jedyne i, jak sądzimy, nie najważniejsze. Wprawdzie zasięg narzędzi orackich mieści się nieomal całkowicie w zasięgu hodowli zwierząt pociągowych, znamy jednak wypadki wcale nierzadkie, gdy ludy, hodujące bydło rogate zdatne na sprzężaj, trzymają się uporczywie kopieniackiej techniki uprawy. Z drugiej strony, sprzężaj bydlęcy bywa zastępowany ludzkim, jak w wypadku znanego „pługa nożnego“ staroperuwiańskiego, ciągnionego przez kilku zaprzężonych do niego ludzi i utrzymywanego na odpowiedniej głębokości naciskiem stopy kierowcy. Natomiast widzimy, że kopieniactwo utrzymuje się i rozwija wszędzie tam, gdzie odpowiada ono organizacji i podziałowi pracy wewnątrz grupy społecznej. Na ogół powiedzieć można, że kopieniactwo jest techniką żeńską i małych rodzin, rolnictwo techniką męską, zakładającą jednolitą organizację produkcji rolnej na obszarach większych.

Read More

Stanowe i klasowe odmiany Heraklesa – kontynuacja

Dokonaliśmy przeglądu kilku różnych typów Heraklesa i stwierdziliśmy, że w każdym poszczególnym wypadku mamy do czynienia formalnie z bohaterem powieściowym tym samym (wątek nie zmienia się albo zmienia się niewiele) – rzeczowo z bohaterem innym. Stwierdziliśmy przy tym, że w każdym wypadku o kierunku zmiany decydują warunki społeczne, tj. aktualny charakter środowiska ludzkiego, jego rola, jego funkcja w całości społecznej, sposób działania tego środowiska. Arystokracja i lud, sekty religijne, kościoły, literaci i wiejscy parobcy przekształcają Heraklesa na swoją modłę i na swój użytek aktualizują go. To właśnie zaktualizowanie jest warunkiem trwania pradawnego bohatera i powieści o nim, i dawność żyje tu w teraźniejszości jako jej część składowa, zależnie od stopnia, w jakim się do teraźniejszości przystosowała, w jakim ją teraźniejszość społeczna przekształciła.

Read More

Czynnik kangura cz. II

Jeśli chodzi o ludzi, odpowiedź na to pytanie brzmi na ogół „nie”. Wydaje się, że na poprawę stanu zdrowia dzieci i przyspieszenie wzrostu wpływ wywiera także kontakt z innym człowiekiem – głaskanie, dotykanie, trzymanie i kołysanie. Nikt nie potrafi wyjaśnić technicznie, dlaczego tak się dzieje. Ta zdroworozsądkowa emocjonalna potrzeba troski fizycznej nie zawsze była uznawana przez lekarzy, ponieważ nie była zgodna ze standardową doktryną lekarską. Na początku wieku w pierwszych latach opieki nad wcześniakami, kiedy lekarze ratowali te dzieci trzymając je po prostu w cieple, największym zagrożeniem dla ich życia były infekcje. Mimo że wynalezienie w latach 30. i 40. „cudownych leków”, takich jak penicylina, było pewną pomocą, lekarze nadal robili wszystko co w ich mocy, by izolować wcześniaki od kontaktu z innymi ludźmi. Na starych fotografiach z lat 50. i 60. widać przedwcześnie urodzone noworodki w hermetycznie zamkniętych plastykowych pojemnikach. Uwijają się przy nich lekarze w maskach i kitlach, którzy z rzadka dotykają dzieci i to tylko rękami w rękawiczkach umieszczonych z jednej strony pojemnika. Rodzice mieli prawo widywać swoje dzieci, ale nie mogli wziąć ich na ręce ani nawet dotknąć. W tamtych czasach takie zasady wydawały się słuszne. Ponieważ infekcje stanowiły tak wielkie zagrożenie dla niemowlęcia, uważano, że stworzy mu się największe szanse na przeżycie, gdy przez cały okres jego pobytu w oddziale wcześniaków będzie przetrzymywane w sterylnych warunkach sali operacyjnej. Rozumowano, że świat zewnętrzny roi się od zarazków i jakikolwiek zbłąkany zarazek, który przedostałby się do dziecka, mógłby je zabić.

Read More

Łono high-tech

Elektroniczne monitory, butle tlenowe, kroplówki, plazma i krew, wentylator, maszyna do dializ, wózek pełen strzykawek, rurek, szczypców, bandaży, nożyczek i innych medycznych parafemalii – wszystko to stoi wokół jednego stołu w neonatologicznym oddziale intensywnej opieki w Dziecięcym Szpitalu Lucile Salter Packard w Uniwersytecie Stanforda. Ze wszystkich stron zwisają różnokolorowe przewody i przezroczyste rurki łączące te maszyny z jednym małym blatem, w którego środku umoszczone jest gniazdo z bawełnianych ręczników. Z ponadmetrowej wysokości biały reflektor rzuca światło na żywy klejnocik, różową miniaturową dziewczynkę zwiniętą pośrodku tej chromowanej plastykowej kołyski wartej 200 tys. dolarów. Urodzona o dwa miesiące za wcześnie, waży troszkę ponad kilogram. Całe ciałko ma długość dwóch dłoni. Na główce wielkości jabłka ma włóczkową czapeczkę, a oczy przykrywa gaza. W jej lewe ramię przywiązane do owiniętej gazą deseczki, wbita jest dożylnie igła. Grzejąc się w blasku lampy, wykonuje nieświadome ruchy, kopie nóżkami i macha rączkami.

Read More

Peter Nathanielsz

Kolejnym pytaniem, które często się nasuwa jest, czy bardzo silny stres matki może spowodować tak obfite uwalnianie się hormonów, żeby sprowokować poród. Wydaje się, że jest to niemożliwe. Wydzielające się hormony stresu nie przedostają się do łożyska, a stamtąd właśnie zaczynają akcję porodową. Hormony stresu podawane ciężarnym małpom nie wywołują przedwczesnych porodów. Jednak stres może wywrzeć inne niekorzystne skutki na rozwijające się dziecko (zobacz rozdział 5) i choćby dlatego ciężarne kobiety powinny go unikać. I mimo że hormony stresu stanowią zdrową część procesu narodzin, dodatkowy stres matczyny może spowolnić poród, a nadmierny stres dziecka może utrudnić mu przejście do życia poza łonem.

Read More

Pomoc wcześniakom

W przyszłości wcześniaki mogą dostawać jeszcze lepszą pomoc w oddychaniu. Lekarze przeprowadzają obecnie próby, jak wpompowywany do płuc niemowląt płyn o nazwie per- fluorokarbon wprowadza tlen, a wyprowadza dwutlenek węgla. Jego zaletą jest to, że otwiera on delikatnie płuca bez konieczności wywierania na nie nacisku przez mechaniczny respirator. Bowiem nawet z surfaktantem trzeba użyć siły, żeby wtłoczyć powietrze bezpośrednio do płuc. Lekarze mogą też stosować perfluorokarbon jednorazowo, by wprowadzić i równomiernie pokryć surfaktantem płuca, co zwiększa jego skuteczność, ale jest trudne do osiągnięcia innymi metodami. Inną korzyścią jest to, że płyn ten bardzo dobrze przenosi tlen do krwiobiegu, jak twierdzi Donald Shaeffer, lekarz z Filadelfii, kierujący badaniami nad tą substancją. Testy pokazują, że może on wprowadzić tlen do krwiobiegu dziecka urodzonego nawet między osiemnastym a dwudziestym tygodniem ciąży, czyli cztery tygodnie wcześniej, zanim płuca zaczynają na tyle funkcjonować, by korzystać z powietrza, nawet bez surfaktan- tu. Stosowanie go mogłoby zatem obniżyć o miesiąc wiek, w którym płód jest w stanie przeżyć.

Read More

Przyszłość wcześniaków

Dzień, w którym lekarze będą wiedzieć tyle o czynnikach wzrostu, że w trzydziestym drugim tygodniu mazną trochę czynnika Y za uchem, a w trzydziestym trzecim wszczepią miligram czynnika Z, jest cały czas bardzo odległy. Tak samo odległe są dni, kiedy dzieci będą mogły spędzić większą część czasu w czymś w rodzaju sztucznego łona. Ale już wkrótce lekarze będą mogli monitorować żółtaczkę wcześniaków, analizując związki chemiczne w ich oddechu lub pocie. Już niedługo, przepuszczając przez dzieci światło o specjalnie dobranych długościach fal, będą mogli obserwować, jak tkanki są zaopatrywane w tlen i czy wcześniaki nie mają wewnętrznych krwotoków. Stosując różnorodne technologie, lekarze ratują teraz życie większej liczbie wcześniaków i przesunęli granice przeżycia do około dwudziestego drugiego tygodnia ciąży.

Read More

Reakcja rozszczepienia

Wybuchy powstają na skutek samowzmacniających się reakcji łańcuchowych. Każde ogniwo łańcucha wzmacnia reakcję w następnym ogniwie. Najlepszym tego przykładem są bomby jądrowe. Neutron uderzając w atom uranu rozbija ten atom, który uwalnia wtedy energię i trzy neutrony. Te z kolei uderzają w trzy kolejne atomy uranu, z których każdy uwalnia kolejne trzy neutrony i tak dalej. Wybuchy chemiczne działają na podobnych zasadach.

Read More

Schanberg i Tiffany Field

Jednak korzyści, jakie przynosi dotyk, wykraczają poza sferę emocjonalną. W połowie lat 80. uczeni zgromadzili niezbite dowody medyczne, że dzieci przedwcześnie urodzone lepiej się rozwijają fizycznie, kiedy mają regularny kontakt fizyczny z innymi ludźmi. Pierwszych dowodów na podstawie eksperymentów na szczurach dostarczył Saul Schanberg ze Szkoły Medycyny Uniwersytetu Duke. Stwierdził on, że młode szczurów nie dotykane przez matkę, chociaż zjadały takie same ilości pożywienia, rosły wolniej niż te, które były dotykane. Stwierdził również, że obecność matki nie jest konieczna do normalnego rozwoju, wystarczyło głaskać zwierzątka mokrym pędzelkiem, by zaczęły szybciej rosnąć.

Read More

Za młode płuca

7 sierpnia 1963 r. w Hyannis, Massachussetts, Jacqueline Kennedy obserwując dwójkę swych dzieci biorących lekcje jazdy konnej poczuła nagle przeszywający ból. Mając jeszcze ponad miesiąc do wyznaczonego terminu porodu i za sobą jedno poronienie i poród martwego dziecka, bardzo się lękała o swoje nie narodzone dziecko. Pierwszą Damę przewieziono helikopterem do szpitala pobliskiej bazy sił powietrznych w Otis, dokąd czym prędzej przyjechał prezydent z Waszyngtonu. W szpitalu za pomocą cesarskiego cięcia o pięć i pół tygodnia za wcześnie przyszedł na świat chłopiec ważący 1900 g. Ponieważ młodziutkie płuca były jeszcze zbyt sztywne i wysuszone, by dostarczyć dostateczną ilość tlenu małemu ciałku, natychmiast zaczęły się kłopoty z oddychaniem. Chłopiec padł ofiarą choroby, zwanej wówczas zespołem błon szklistych, a obecnie znanej powszechnie jako zespół zaburzeń oddychania noworodków. Lekarze natychmiast przewieźli go do Bostonu do Centrum Medycyny Dziecięcej, gdzie – jak sądzili – będzie miał lepszą opiekę. Syna prezydenta umieszczono w komorze tlenowej z podwyższonym ciśnieniem i podano mu antybiotyki, aby nie dopuścić do zapalenia płuc. Kiedy jego stan się pogarszał, przybył ksiądz i ochrzcił małego Patryka Bouviera Kennedy’ego. 9 sierpnia po 36 godzinach walki o każdy oddech, mały Kennedy poddał się chorobie.

Read More

Za młode płuca cz. II

Lekarze w Uniwersytecie Stanforda i w innych ośrodkach stwierdzili, że nie można stosować u niemowląt respiratorów dla dorosłych. Niemowlęta oddychają szybciej (od około czterdziestu do sześćdziesięciu oddechów na minutę, natomiast dorośli od dwunastu do dwudziestu ) i mają inne potrzeby w zakresie ilości powietrza i jego przepływu. Obecnie respiratory dla noworodków są bardzo wyszukane. Mogą dosłownie wibrować powietrze w noworodku, wdmuchując i wydmuchując pulsacyjnie małe jego dawki setki razy na minutę.

Read More