Monthly Archives Listopad 2015

Kościół chrześcijański na przestrzeni wieków

Dodajmy, że od czasu uznania chrześcijaństwa przez państwo rzymskie Kościół stal się właścicielem i depozytariuszem ogromnych dóbr nieruchomych i ruchomych. Odziedziczył nieomal wszystko, co stanowiło podstawę utrzymania kultów pogańskich i kultu tego kapłanów, jeśli nie odziedziczył może wszystkiego. Następnie przez długie wieki był instytucją obdarowywaną przez wszystkich bogaczy, wszystkich władców wszystkich krajów. Bywały wprawdzie zawsze poszczególne kościoły ubogie. Ale Kościół jako całość, zarówno wschodni jak zachodni, był wielką, międzynarodową potęgą gospodarczą. Już to jedno czyniło zeń główny regulator życia ekonomicznego na całym obszarze jego zasięgu. Był zaś nim tym skuteczniej, że majątek kościelny był zawsze de facto, a czasem nawet de iure uważany za rezerwę, rozporządzalną w okresie potrzeby. Darowywano, zapisywano Kościołowi dobra ziemskie, domy, złoto i srebro – ale zawsze z tą myślą, że będzie można dóbr tych użyć, gdy się okaże potrzeba, pod jedynym warunkiem zwrotu. I tak, na obszarze państwa Franków uposażenia biskupów i opactw stanowią rodzaj dóbr szczególny, kto- ry by nazwać można przechodnim. Po śmierci bowiem każdego z uprawnionych do ich użytkowania dygnitarzy kościelnych powracają do rąk króla, który używa ich wedle swego upodobania, zanim następcę wprowadzi w ich posiadanie. A po miastach, po małych władztwach, rzekomo tak zupełnie zamkniętych gospodarczo w sobie, kolegiata, fara, klasztor są w ciągu całych wieków średnich tyluż bankami depozytowymi i pożyczkowymi dla mieszkańców. Że zaś, jakeśmy wspomnieli, wszystkie te lokalne administracje dóbr kościelnych związane są z sobą, że pieniądz obiega między nimi, od parafii i klasztorów aż do kurii rzymskiej i odwrotnie, cale życie gospodarcze miejscowe, nawet życie najmniejszego wytwórcy, wciągnięte jest w orbitę jednorodnego systemu.finansowego i podlega jednakim normom.

Read More

Irlandia pogańska

Inaczej w Walii wieku X. Najogólniejsze zasady ustroju społecznego są bardzo podobne do tego, co znajdujemy w Irlandii pogańskiej. Kimrowie żyją także w wielkich związkach pokrewieństwa, wewnętrznie zhierarchizowanych, obejmujących zarówno panów, jak ich klientów. Ale obok tycli szlachetnych, szczycących się swymi rodowodami i herbami cenedlów, ludność kraju obejmuje znaczną ilość plebejuszów zaludniających wsie i będących bezpośrednio zależnymi od pana, którego nie są wspólrodowcami. Mamy obok siebie dwie hierarchie społeczne o wspólnym szczycie, którym jest wielki władca — król, podczas gdy w Irlandii tuath obejmowała nieomal wszystkie, jeśli nie wszystkie funkcje życia społecznego. Wynika stąd różnica w położeniu i w funkcji zawodowego poety. Zarówno irladzki file, jak walijski bardd są członkami krajowej korporacji zamkniętej. Ale file z czasów wczesnych jest w wyższym stopniu ezłonkiem bractwa i poetą klanowym, bardd zaś jest przede wszystkim nadwornym poetą królewskim lub wielkopańskim. Odbija się to na jego utworach, przeznaczonych przede wszystkim dla audytoriów lubujących się w wyrafinowanej formie, ceniących uczoność i nawet zawiłość, której rozumienie odróżnia dworaka od człowieka z gminu, choćby z gminu herbowego. Jest poza tym między Walią wieku X a Irlandią wieku IV jeszcze jedna, bodaj że najważniejsza różnica. Walia jest wówczas od dawna krajem głęboko chrześcijańskim i ostoją wiary chrześcijańskiej przeciwko do niedawna pogańskim Anglom i Sasom, którzy są jednocześnie jej odwiecznymi wrogami etnicznymi. Sześć wieków mija od czasu, jak bandy Hengista i Horsy 1131 rozpoczęły tępienie chrześcijańskich Celtów na całej przestrzeni od Kentu do Severn, cztery od czasów, jak legendarny król Artur wstrzymał nawałę. A ten bohater narodowy jesl przecież jednocześnie bohaterem chrześcijańskim: wszak zanim Sasom wydal bitwę na górze Badon, krzyż drewniany ogromny i ciężki dobę całą obnosił na ramionach wkoło wojska, wzorem Jezusa niosącego krzyż własny na Golgotę. Nie dziw więc, że w Walii Kościół stał się organizacją duchowego życia narodu i że twórczość poetycka, o ile nie sprowadza się do wierszowanych genealogii lub panegiryków, stoi pod znakiem pojęć i wyobrażeń chrześcijańskich, a przynajmniej przeniknięta jest chrześcijańskim mistycyzmem.

Read More

Kult celebrowany w Sabinie na górze Soractes

Charakter i rola kóz i wilków w wyobrażeniach mitycznych wystąpią wyraźniej, gdy przyjrzymy się niektórym kultom starożytnym: greckim i italskim. Naprzód kult celebrowany w Sabinie na górze Soractes. ’Wykonawcami obrzędów byli tu członkowie pewnych rodów, noszący znamienne miano hirpi, to jest „wilki“, momentem zaś ceremonii, który starożytnych najbardziej uderzał i który wobec tego starannie zapisali, było, że kapłani ci boso chodzili po żarze ogniowym bez szkody dla zdrowia. Legenda tłumaczyła ustanowienie tego kultu w sposób następujący. Zdarzyło się niegdyś, iż w chwili spełniania ofiary wilki wpadły pomiędzy kapłanów i porwały złożone na ogniu wnętrzności. Kapłani podążyli za świętokradzkimi zwierzętami, ale gdy doszli do wejścia pieczary, w której wilki były się ukryły, pomarli. Wróżba orzekła, że dla odwrócenia szerzącej się zarazy następcy winni udawać wilki.

Read More

Zetknięcie się ze sobą dwóch różnych kultur

Stwierdzimy naprzód, że w wypadku zetknięcia się dwóch kultur wzajemnie bardzo sobie obcych, niektóre elementy tych kultur przenikają z jednej do drugiej mimo oporu stawianego całokształtowi tego, co odczuwane jest jako obce. Wiadomo powszechnie, jak łasi są – lub byli do niedawna – krajowcy afrykańscy na europejskie szklane paciorki, pudełka grające, błyszczące części 6troju europejskiego, nożyki, tytoń, alkohol. Odwrotnie, w Europie przejawiała się już wielokrotnie moda na ciekawostki pochodzenia murzyńskiego, a także na Murzynów jako takich. Nie jest niczym wyjątkowym, jest tylko objawem poddania się panującej w wieku XVIII modzie – aczkolwiek nas dzisiaj tylko bawi – polecenie wydane przez starostę knyszyńskiego, Tomasza Czapskiego, agentowi wyjeżdżającemu z Gdańska do Holandii, aby oprócz dwóch par „kruków indiańskich“ (indianische Raabeń) kupił i jak najszybciej wyekspediował okrętem parę młodych Murzyniąt. Nieomal każdy wielkopański dwór w Europie utrzymywał takie Murzynięta częściowo dla posługi osobistej, częściowo jako rzadkie ciekawostki, na równi z karzełkami, z papugami, z pieskami salonowymi – nie inaczej niż w dzisiejszej Warszawie pokraczne włochate pieski teriery. W niezliczonych zaś cabinets de curiosités, Kuriositatenhabi- nette wieku XVIII, którymi chlubili się bogaci panowie i niejeden zamożny mieszczanin, obok strusich jaj, tykw o dziwacznych kształtach i najprzeróżniejszych rupieci, figurowały okazy broni „dzikich ludzi“, drobiazgi z kości słoniowej, misternie wyrobione ręką Chińczyka lub Japończyka, instrumenty muzyczne zza mórz dalekich. Wiele z tych i tym podobnych egzotycznych przedmiotów dało początek nowym kształtom i nowym technikom, jak np. wzory chińskie, z których wywodzi się w dużej mierze styl zdobniczy tzw. „Ludwika XV“. A czyż za naszych już czasów nie obserwujemy wpływu rzeźby murzyńskiej na europejską, rzeźby, której najpierwsze okazy dostały się do Europy bynajmniej nie w charakterze dzieł pięknych, ale jako ciekawostki z „dzikich krajów“, gromadzone w tych wielkich, publicznych już rupieciarniach – cabinets de curiosités nowoczesnych, jakimi do bardzo niedawna były muzea etnograficzne i jakimi pozostały dotychczas dla szerokiej rzeszy zwiedzających. Nie inaczej jest z bardzo wielu wytworami pochodzenia europejskiego czy amerykańskiego, przejmowanymi przez ludy, tkwiące całkowicie w kulturach odmiennych. Jedne z nich bawią, inne są ciekawostkami, częstokroć rozśmieszającymi, mimo że tam, gdzie powstały, bynajmniej nie należały do rzeczy śmiesznych. Inne znów są dodatkowym środkiem dogodzenia próżności i podniesienia uroku człowieka, wywyższonego ponad innych albo chcącego się od innych wyróżnić. Takimi są owe stosowane kapelusze z piórami, wszelkiego rodzaju błyskotki europejskie, w które się stroją murzyńscy królikowie i naczelnicy. Takimże był ów europejski kapelusz słomkowy, strojący półnagiego poza tym Murzyna, o którym znalazłem wzmiankę w relacji turystycznej z Afryki – strojący, nie osłaniający, kapeluszowi brakło bowiem denka.

Read More

Znaczenie symbolów w kulturze

W wiekach średnich symbolami tymi są w pierwszym rzędzie formy, w których się wyrażała nabożność. Dowodów na to jest aż nadto, i są one, jak sądzimy, zbyt znane, byśmy potrzebowali cytować i analizować fakty. Czyż jedni Indzie nie unikali obcowania nawet towarzyskiego z innymi, bo inaczej obliczali datę Wielkanocy? Czyż wyznawcy Kościoła wschodniego nie zmuszali przybyszów z rzymskiego Zachodu, by mieszkali w wyłączonych dzielnicach, bo innej używali liturgii? A także dlatego, że „inaczej wierzyli“. Jak z tego zapewne nie zawsze zdawano sobie jasno sprawę, dowodem wszystkie złośliwe plotki opowiadane o heretykach, o muzułmanach, o żydach. Dość, że wiedziano, iż wierzą inaczej, i to wystarczyło, by ich wyłączać.

Read More

OPORY KULTURY

W naszym studium o wędrówce niektórych narzędzi usiłowaliśmy uwydatnić przyczyny oporów przeciwko ich zastosowaniu przez zapoznające się z nimi grupy. Kwestia trudności przenikania określonej kultury do obcego środowiska – czy też poszczególnych elementów kulturowych – daleka jest od wyczerpania. Już to, że, jak zaznaczyliśmy gdzie indziej, nie wszystkie rzeczone elementy obdarzone są jednaką „lotnością“, że gdy jedne przejmowane są bez trudu, nawet chętnie, inne spotykają się z wytrwałym oporem, z nieufnością, z niechęcią, nawet ze wstrętem – zmusza nas do postawienia zagadnienia inaczej. Do postawienia go w sformułowaniu ogólniejszym, nie tylko jako kwestii przejmowania technik, ale wszelkiego rodzaju elementów kulturowych oraz całokształtu kultury. Jednocześnie zmuszeni jesteśmy tym samym przenieść zagadnienie na inną płaszczyznę. Przedstawi się nam ono z punktu widzenia klasyfikacyjnego – ogólniej: metodologicznego, jako kwestia różnych stopni i być może różnych jakości oporów. Opory bowiem nie mają zawsze i wszędzie tego samego charakteru. Zauważamy między nimi takie, które są świadome, przejawiające się w potępianiu, w lekceważeniu, w negowaniu obcej kultury i w takim razie bywają motywowane rozmaicie i bywają opatrzone sankcjami rozmaitymi.

Read More

Przyjęcie chrześcijaństwa

Mówiliśmy dotychczas o równowadze niestałej życia zbiorowego ludów, nawracanych czy to przez rzymskich lub galijskich, czy to przez bizantyjskich misjonarzy. Czas wyjaśnić bliżej, co mamy na myśli. Chodzi o stan, w którym z tych czy innych powodów bezpośrednich uległy rozprzężeniu instytucje prawne, obyczajowe, religijne, utrzymujące życie zbiorowe danego ludu w ramach tradycyjnych. Słowem, jest to stan, w którym faktyczna organizacja społeczna cierpi na brak „prawowitości“ – tzn. uznawana jest jako fakt, nie zaś coś, co nie meże być inne, ho nigdy inne nie bywa’o. Jest to stan, w którym zdolny i pozbawiony skrupułów przywódca bierze górę nad prawowitym władcą, w którym jednostka ludzka, rozluźniwszy swe węzły społeczne i tradycyjne, poszukuje oparcia moralnego w powszechnej organizacji życia duchowego. U wszystkich ludów garnących się do chrześcijaństwa – względnie u panujących stanów w tychże ludach – zauważamy właśnie charakterystyczne dla tego stanu dwa zjawiska. W dziedzinie organizacji życia publicznego zmierzch kapłanów i częstokroć królów prawowitych, których miejsce zajmują wodzowie band zbrojnych. Takimi przywódcami zbrojnych drużyn, rządzących obcymi sobie Słowianami, wydają się być np. skandynawscy książęta ruscy: takimi byli na pewno uzurpatorzy władzy zwierzchniej i założyciele państw wojskowych między Bułgarami. W dziedzinie zaś stosunków, wiążących jednostkę ludzką z grupą, zauważamy częściowy przynajmniej rozkład, doprowadzający do względnej izolacji człowieka. Pod wpływem wędrówek i podbojów, wskutek dążenia władców do os’abienia wszelkich związków zdolnych władzy ich przeciwstawić się, a wreszcie w wyniku postępów osiadłości rolnej z przywiązaniem rolnika do gleby – rozprzęga się w dużej mierze grupa pokrewieństwa. „Wyzwolona“ duchowo – ściślej: oderwana jednostka znajduje oparcie w religiach zbawczych, zwracających się do poszczególnych dusz z pociechą i obietnicą.

Read More

Różnice między islamem a chrześcijaństwem

Z drugiej strony, islam przynosi z sobą zbiór przepisów charakteru prawnego i w ogóle społecznego, zbiór norm postępowania moralnego, które – w przeciwieństwie do chrześcijańskich – odpowiadają tendencjom rozwojowym własnym społeczności tubylczych. Wzmacnia władzę ojca rodziny i naczelnika wioski: uświęca wielożeństwo i poddaństwo kobiety: uświęca także rozpowszechnione w Afryce niewolnictwo rodzinne. To, że zakazuje picia wina gronowego, nie przeszkadza ludziom, którzy winnic nie uprawiają i ubijają się winem palmowym albo importowanym przez Europejczyków rumem. Tak samo zakaz spożywania wieprzowiny bynajmniej nie zaburza obyczajów ludzi hie hodujących nierogacizny – w Polinezji byłoby zapewne inaczej i islam trudno by przenikał do tych spożywców wieprzowiny. Największym szkopułem jest niemożliwość pogodzenia ludożerstwa i ofiar ludzkich z islamem i, w samej rzeczy, te plemiona murzyńskie, które praktykują ludożerstwo i rytualne zabijanie ludzi – jedno i drugie w obecnych warunkach tajnie – wydają się oporne w stosunku do islamizacji. Ale administracja europejska toruje tej ostatniej drogę, w tym rozumieniu, że jedną i drugą praktykę usiłuje wytępić.

Read More

Jabłoń pieśni i obrzędów ludowych

Pokrewieństwo symbolizowanej treści z tą, która się wiąże z obrazem jabłoni u Petzolda, wydaje się niewątpliwe. Niemniej niewątpliwymi są różnice. Objawienie „dni odmienionych“, dni nowych, dni, jakich jeszcze nie bywało — nie obejmuje w utworze Petzolda jedynie życiodajnej prawdy duchowej, prawdy religijnej i moralnej, ale jest objawieniem nowego porządku społecznego, w którym właśnie przez ten nowy porządek dobroć, miłość i szczęście staną się udziałem każdego. Porządek, w którym „Bóg stać będzie na każdym rozdrożu i z każdego serca czerpać będzie dobroć“ — Bóg ludziom bliski i miłością wzajemną ludzi uzasadniony. Porządek, w którym nie znikną pożądania, ale każde pożądanie będzie zaspokojone — przede wszystkim pożądanie intelektualne i estetyczne: „wszystko, co przedziwne i cudne, będzie nam dostępne“ i nie będzie niepoznawalnych tajemnic. Porządek wymarzony przez poetę współczesnego wielkoprzemysłowego proletariatu, wyzutego i gnębionego, pracującego, walczącego i karmiącego się wizją świetlanej przyszłości po osiągnięciu zwycięstwa.

Read More

Walka z niewiernymi w średniowieczu

Skąd się wzięli? Znany był „łazęga“ — bezdomny włóczęga – i wcześniej, i nędzarzy nie brak było w miastach Europy zachodniej w okresach dawniejszych. Jedni i drudzy byli nawet tak liczni, że w X i XI w. stanowili prawdziwą plagę społeczną. Dla bardzo wielu ludzi nie było wówczas miejsca na świecie, nie było pracy, nie było chleba. Inni uchodzili przed uciskiem, przed 8r0S5 niewspółmierną z przewinieniem karą, przed samowolą możnego, przed nudą życia klasztornego. Wszędzie pełno wykolejeńców ze wszystkich sta nów. Zubożali albo zgoła wyzuci z ziemi rycerze ciągną tam, gdzie na świecie wojna, mając nadzieję mieczem wyrąbać się na panów. Walka z niewiernymi, kończąca się zaborem ziemi i jej rozdawnictwem, jest nie tylko sprawą zbożną, ale dobrym, choć ryzykownym interesem. Mniej zbożną, natomiast łatwiejszą sprawą jest łupienie podróżnych, zwłaszcza niezdolnych do obrony skutecznej karawan kupieckich i pielgrzymów. Biorą się do tego nie tylko rycerze. We Włoszech na pograniczu władztwa kościelnego benedyktyni z Farfa mordują swego opata i klasztor swój umocniwszy, uprawiają zbójni- ctwo grabiąc ciągnących do Rzymu pielgrzymów. Biją w otwartym polu wysłane przeciw nim milicje papieskie i, by ich w końcu zmusić do uległości, trzeba wezwać aż cesarskiej potęgi zbrojnej. Rzecz prosta, że nie brak też zbójów prostaków. Zbiegły chłop, mieszczanin, nie mający zarobku i przez pańską władzę nad miastem uciśniony, łatwo idzie na zbój, o ile tylko umie oszczepem i mieczem władać. Zbójeckie szajki tak mocno są zakorzenione, że żadna siła nie jest w stanie wytracić ich, tym bardziej że z obawy czy z poczucia solidarności ze zbiegłymi spod ucisku, ludność wiejska nie wydaje ich chętnie.

Read More

Przejęcie narzędzia i związanej z nim techniki

Trudności, towarzyszące przejęciu narzędzia i związanej z nim techniki, ilustruje dobrze przykład oporu, stawianego kołowrotkowi przez przędzenie czysto ręczne, z pomocą jedynie kądzieii i wrzeciona. Przykład tym bardziej wyrazisty, że chodzi o ten sam dział produkcji: wynikiem czynności przędzenia jest w jednym i w drugim wypadku nić, podczas gdy w rolnictwie i kopienia- ctwie mamy do czynienia na ogół z produkcją różnych ziemiopłodów. Przykład dobry także i dlatego, że tu i tam wykonawcą jest kobieta, nie wchodzi więc w grę zagadnienie zagarnięcia pewnej dziedziny czynności przez członków grupy, dotychczas czynności tej nie wykonywających, i uczynienia zbędnymi części rąk. Sprawienie sobie kołowrotka pociąga wprawdzie pewne koszty. Nie może on być wykonany w domu przez każdego – w fabrykacji interweniować muszą kołodziej i tokarz. Ale pomoc drugiego z tych specjalistów potrzebna jest również przy wytworzeniu dobrego wrzeciona. Kołowrotek w najprostszej swej i najstarszej postaci jest przy tym narzędziem tak mało skomplikowanym, że koszt jego poniesiony być może z łatwością przez każde, nawet bardzo ubogie gospodarstwo. Wschodnia „czarka“ wykonana być może przez każdego wioskowego rzemieślnika i w rzeczy samej wykonana bywa zwykle przez niego. Nabywająca zaś ten kołowrotek kobieta płaci zań normalnie naturaliami albo przez pewien okres czasu karmi rzemieślnika, czy też podejmuje się pewnych dla niego posług w czasie wolnym od innych zajęć. Przejście od kądzieli i wrzeciona do kołowrotka nie jest przeto uwarunkowane takim nakładem „kapitału“, by dał się on naprawdę odczuć – tak jak to się dzieje przy przejściu z motyki na pług, gdy wchodzi w grę sprzężaj. Zastosowanie kołowrotka nie pociąga też żadnego przewrotu w stosunkach władania i podziału ziemi. Kobieta, która poprzednio przędła bez kołowrotka, zaczyna po prostu prząść na kołowrotku, przy czym przędzie prędzej, równiej i łatwiej. Technika kołowrotka wymaga wprawdzie od niej wdrożenia prawej ręki do odmiennego ruchu. Nić nie jest ciągniona z góry na dół, lekko skośnie ku prawej stronie, ale nieomal poziomo. Za to staje się zbędny jednoczesny, skręcający ruch palców prawej ręki, który wprowadził wrzeciono w ruch wirowy, ponieważ zwijanie się nici na wrzecionie zapewnione jest przez obrót kółka, wprowadzonego w ruch pedałem. Każda prządka w ciągu pól godziny nauczy się właściwych ruchów. A jednak mimo tak znacznego ułatwienia, mimo że ręce przędącej na kołowrotku są swobodniejsze, kołowrotek nie przenika wszędzie bez trudu i dziś jeszcze przędzenie na nim nie jest nawet w Europie wyłącznym sposobem przędzenia ręcznego.

Read More

The House of Exile – opis

W pięknej powieści The House of Exile, osnutej na tle obyczajów chińskich, co do której przyjaciele sinolodzy zapewniają mnie, że może służyć za wprowadzenie do zrozumienia kultury obyczajowej zamożnych, starych rodów Państwa Środka, Nora Wain opowiada, jak to wszyscy dorośli męscy członkowie rodziny, zamieszkałej w jednym domu, noszą na rękach zegarki. Ale cały porządek domowy jest regulowany zgodnie z upływem czasu, wskazywanym przez umieszczony w sieni palący się knot z węzłami, i nawet posiadacze zegarków sprawdzają je według wskazań knota. W tej kulturze chińskich starych rodów – w której życie państwa, prowincji, miasta, życie literackie, filozofia, handel itd., w ogóle wszystkie dziedziny życia międzyrodzinnego są wyraźnie wydzielone z życia domu, jako coś zewnętrznego i będącego tego życia domowego, wewnętrznego, wyrazem, przy czym będące wyłączną domeną dizia- łalności męskiej, gdyż dom, jeśli nie de iure, to de facto jest rządzony przez kobiety – to, co robią mężczyźni poza domem, zapożyczenie przez nich takich czy innych elementów ma charakter peryferyczny. Mężczyzna może, nie naruszając ustalonych form życia grupy rodzinnej ani ożywiającego to życie ducha, używać zegarka, gdy chodzi po mieście, może sprawić sobie samochód, ubrać się po europejsku, nawet wyjechać na studia do Harvard, Yale czy Paryża. Póki nie spróbuje zmieniać norm, rządzących życiem wewnątrz murów otaczających dom rodzinny, nie zechce zmuszać swych sióstr, swych córek, swej żony do obcowania towarzyskiego ze swymi gośćmi męskimi, dopóki szanuje tradycyjną hierarchię domową, w której najpierwszą osobą jest jego matka, przed którą nie ośmiela się stanąć inaczej, jak zgięty wpół i odziany w szatę chińską – dopóty zapożyczanie przezeń tych czy innych wynalazków i nawet pojęć zamorskich jest czymś zewnętrznym. Jest czymś, co nie naruszając konformizmu może być tolerowane jako wyraz upodobań indywidualnych. I właśnie w domu, opisanym przez Norę Waln, zegarki są noszone przez mężczyzn – kobiety ani służba zegarków nie używają. Grają one rolę podobną do tej, jaką bardzo jeszcze niedawno grały zegarki na polskiej wsi. Posiadali je dziedzic, rządca, ksiądz, pisarz gminny. Ale roboty w polu przerywane były na obiad nie wówczas, gdy zegarek dozorującego ich rządcy wskazywał południe, ale gdy słońce dosięgło zenitu. Zegarek jest w jednym i drugim wypadku instrumentem dodatkowym, którego używać wolno, ale do którego używania nikt niczym nie jest społecznie przynaglony. Jest odznaką wyróżniającą człowieka wyższej rangi, jak w Chinach mężczyznę w stosunku do kobiety, jak w Polsce rządcę w stosunku do chłopa. Jak dalece to ostatnie jest prawdą, dowodem zgorszenie, które z lat swoich chłopięcych pamiętam, wywołane u wielu dam ze sfer ziemiańskich tym, że niektórzy parobcy, powracający z tzw. Saksów, posprawiali sobie zegarki. Uważano to za nieomal że rewolucyjną chęć „pchania się do wyższej !sfery“, za dążność do zatarcia zewnętrznych różnic między stanami. Wszelka zaś próba obrony prawa chłopów do kupowania i używania zegarków uznawana była jako wyraz nieomal jakobińskiego demokratyzmu, libertynizmu i podobnych zdrożnych przekonań.

Read More